Zaczęła się śmiać do ekranu. "Co? Hahaha, ale on jest durny!" myślała.
--
Skarb: Staniesz wryta w ziemię i nawet nie będziesz oddychać? :D
Ja: Nie wiem. Azot mi pomoże i dostanę głupawki. xD
Skarb: Jak to... Nie będziemy sami? :O
Ja: Ja piernicze. Azot xD
Skarb: Aaaaa...
Jestem głupi.
I zboczony.
Ja: Nie wiem. Azot mi pomoże i dostanę głupawki. xD
Skarb: Jak to... Nie będziemy sami? :O
Ja: Ja piernicze. Azot xD
Skarb: Aaaaa...
Jestem głupi.
I zboczony.
Serio mnie chcesz?
Ja: Chcę.
Ja: Chcę.
Ja: Ja też jestem głupia i zboczona, i co, i żyję.
Skarb: To się dobraliśmy. :D
--
Następnego dnia się spotkali. Było lepiej niż się spodziewała. Szli wolnym krokiem po okolicy, w której mieszkała Vali. Rozmawiali, śmiali się, trzymali za ręce... i tak dalej. Nogi jej już zamarzały, dosłownie, więc powiedziała mu, że musi wracać do domu, choć wcale nie chciała, ale w związku z tym, że ledwo się trzymała na nogach, to... niestety. Przytuliła go mocno na pożegnanie.
- Nie puszczę Cię. - stwierdziła uśmiechając się przy tym.
- Będziesz musiała... Szkoda... - dał jej buziaka w usta.
- Tak... Muszę iść bo zaraz zamienię się w kostkę lodu. To pa! Do zobaczenia! - powiedziała i ruszyła skrótem w stronę szeregowców. Nie mogła przestać o nim myśleć. Przyśpieszyła trochę, bo chciała jak najszybciej znaleźć się u siebie w ciepłym pokoju, najlepiej pod kołdrą z ciepłą herbatą i książką.
Przez następne dni pisali ze sobą, ale się nie spotykali. Ich ostatnia rozmowa odbyła się 7 lutego wieczorem, gdy była u taty i wygłupiała się nagrywając różne dziwne filmiki wraz z Elicią, jej przyszywaną siostrą, która była od niej o 2 lata starsza. Nie pisał do niej przez tydzień. Rozumiała to, ostatnio gdy nie pisał kilka dni to okazało się, że miał po prostu mega dużo roboty w domu i w szkole. Jednak gdy zaczęły mijać kolejno dwa tygodnie, i trzy, i cztery... Coś było nie tak. Miał ją w dupie. Kompletnie ją olał. Postanowiła do niego napisać w marcu, że to koniec. Nie odzywał się prawie miesiąc, więc może wypierdalać w podskokach bo poczuła się totalnie zignorowana. Na całej linii. "Tak się traktuje kogoś, kogo się kocha? Właśnie tak? Jeżeli to prawda, to ja nie chcę żeby ktokolwiek mnie kochał". Odezwał się wieczorem.
--
Skarb: Hej... Udało mi się odzyskać dostęp do tego konta. Słuchaj, ostatnio dużo myślałem i stwierdziłem, że zachowałem się jak szczeniak. I jeśli uda mi się Cie przeprosić to było by cudownie. Nie nie pisałem dlatego, że chciałem zerwać czy coś... bo bym to inaczej załatwił. Nie pisałem, bo miałem intensywne 4 tygodnie i w pewnym momencie skupiłem się tylko na szkole.
Ja: Ekstra, a czy ja pisałam, że ty zrywasz?
Skarb: No, coś takiego odczułem... Wiem, że nie powinienem się tak długo nie odzywać, przepraszam.
Skarb: No, coś takiego odczułem... Wiem, że nie powinienem się tak długo nie odzywać, przepraszam.
Ja: Od kiedy to tylko od Ciebie zależy? Ja zrywam.
Skarb: Jest to Twoja decyzja. Szanuję.
Jak będziesz mnie potrzebować, pisz.
Skarb: Jest to Twoja decyzja. Szanuję.
Jak będziesz mnie potrzebować, pisz.
Ja: W czym niby?
--
--
Na tym się skończyła bajka. Na jakiś czas.
"Muszę zmienić jego nazwę. Nie mogę na to patrzeć. 'Skarb'? Co to niby ma być?!" Pomyślała, choć w głębi duszy ciągle go kochała.
W życiu Valencii, jak i José zaczynały się nowe, inne historie, inne problemy, nowe znajomości, nowe przyjaźnie, zauroczenia, kłopoty, nowo wylane morza łez, uzależnienia, wszystko się zmieniło.
W życiu Valencii, jak i José zaczynały się nowe, inne historie, inne problemy, nowe znajomości, nowe przyjaźnie, zauroczenia, kłopoty, nowo wylane morza łez, uzależnienia, wszystko się zmieniło.
Oni się zmienili.
Zaczęła się spotykać z Nohemi częściej. Były parą, przez kilka miesięcy. Oczywiście przez te kilka miesięcy działo się więcej niż ktokolwiek mógł w ogóle przypuszczać. Nie, nie chodzi tylko o Emi. Bardziej o przyjaciół, o zmiany w niej samej, o tym czego się nauczyła na własnych błędach. Z resztą to co działo się w życiu pana Cordero też nie było kolorowe, ani godne naśladowania. Jedyne co ich łączyło, to to, że oboje nie zapomnieli o sobie, a w ich sercach już były wyryte inicjały "VL + JC". Na zawsze. Choć wypierali się tego i bronili przed tym jak tylko się dało. Próbowali zapomnieć, zakopać to piaskiem nowych wspomnień, dokładać na to nowych problemów, załatać te inicjały innymi ludźmi. To wszystko na marne. Ich starania nic nie pomogły.
--
P.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz