Jak to się zaczęło?
Trzecia klasa podstawówki. Mała, głupiutka, 9-letnia dziewczynka o krótkich brązowych włosach i oczach, które miały specyficzny kolor - zielony zmieszany z błękitnym i szarym, w których zawsze plątały się iskierki szczęścia.
- Valencia! - dziewczynka odwróciła wzrok od gry komputerowej. - Mogę teraz skorzystać z komputera? Niedługo pograsz znowu.
- Dobrze. - odpowiedziała szybko i usiadła na pomarańczowo-kremową kanapę, która była pokrywa narzutą z 2 rudymi kotkami. Mimo to, że była naprawdę malutka, zaczynali podobać jej się chłopcy... a zwłaszcza taki jeden José. "Fajnie by było, jakby teraz do mnie napisał... Albo jakbym go spotkała i jakby się okazało, że też mu się podobam..." mówiła do siebie w myślach. Gdy mama oddała brązowowłosej komputer, z zaciekawienia zrobiła sobie komunikator GG. Pytała przez telefon by podawali swoje numery. Oczywiście José też się tam znalazł... i od razu do niej zaczął pisać. Tak to się wszystko zaczęło. Byli razem w trzeciej klasie, w czwartej klasie do połowy wakacji i w piątej klasie przez pierwszy miesiąc szkoły. Całą szóstą klasę nawet nie utrzymywali kontaktu.
Do czasu.
Sylwestra.
Które spędziła u Nohemi w pierwszej klasie gimnazjum. Podkochiwała się w niej, tak, tak, jest biseksualna i tak, tak Emi o tym doskonale wiedziała. Jednak nie mogła zapomnieć o José i myślami często do niego wracała.
- No i jak wyglądam? - powiedziała Nohemi paradując w obcisłej, różowej sukience balowej.
- Super. Ja swojej nie założę. Wyglądam w niej jak babcia! - parsknęły śmiechem.
- No weź! Nie chcę być sama w sukience... - zrobiła minę zbitego psa, a Valencia tylko przewróciła oczami.
Chciała zapomnieć, no i prawie jej się to udało, ale podczas wygłupów z Nohemi on nagle napisał. Nie mogła uwierzyć. Spytał się jak jej mijają sylwestra... Tak się zaczęło, potem rozmowa zaczęła schodzić na inne tematy, aż w końcu Vali otworzyła szeroko oczy. "Co?! Jak to? On... José...". On nadal coś do niej czuł. Za kilka minut północ. Poszły po szampana i na balkon. Zaczęła się fala fajerwerków.
- Naprawdę? Ty też go kochasz? Znowu? - spytała Nohemi, uśmiechając się i popijając w międzyczasie.
- Właśnie... chodzi o to, że tak naprawdę to nie przestałam.
- Na serio?! Poważnie?! Jejku... kto wie... Może już znalazłaś swojego księcia z bajki? - uśmiechnęła się do mnie, a ja to odwzajemniłam. "Kto wie... Może...".
--
Krótkie, bo prolog. Rozdziały będą dłuższe. O wiele. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz