czwartek, 10 października 2013

Prolog. "Jak to się zaczęło?"

Cześć. Jestem Valencia, chodzę do drugiej klasy liceum, mam psa, kota, brata też można zaliczyć do zwierząt. Małpa.
Jak to się zaczęło?
Trzecia klasa podstawówki. Mała, głupiutka, 9-letnia dziewczynka o krótkich brązowych włosach i oczach, które miały specyficzny kolor - zielony zmieszany z błękitnym i szarym, w których zawsze plątały się iskierki szczęścia.
 - Valencia! - dziewczynka odwróciła wzrok od gry komputerowej. - Mogę teraz skorzystać z komputera? Niedługo pograsz znowu.
 - Dobrze. - odpowiedziała szybko i usiadła na pomarańczowo-kremową kanapę, która była pokrywa narzutą z 2 rudymi kotkami. Mimo to, że była naprawdę malutka, zaczynali podobać jej się chłopcy... a zwłaszcza taki jeden José. "Fajnie by było, jakby teraz do mnie napisał... Albo jakbym go spotkała i jakby się okazało, że też mu się podobam..." mówiła do siebie w myślach. Gdy mama oddała brązowowłosej komputer, z zaciekawienia zrobiła sobie komunikator GG. Pytała przez telefon by podawali swoje numery. Oczywiście José też się tam znalazł... i od razu do niej zaczął pisać. Tak to się wszystko zaczęło. Byli razem w trzeciej klasie, w czwartej klasie do połowy wakacji i w piątej klasie przez pierwszy miesiąc szkoły. Całą szóstą klasę nawet nie utrzymywali kontaktu.
Do czasu.
Sylwestra.
Które spędziła u Nohemi w pierwszej klasie gimnazjum. Podkochiwała się w niej, tak, tak, jest biseksualna i tak, tak Emi o tym doskonale wiedziała. Jednak nie mogła zapomnieć o José i myślami często do niego wracała.
 - No i jak wyglądam? - powiedziała Nohemi paradując w obcisłej, różowej sukience balowej.
 - Super. Ja swojej nie założę. Wyglądam w niej jak babcia! - parsknęły śmiechem.
 - No weź! Nie chcę być sama w sukience... - zrobiła minę zbitego psa, a Valencia tylko przewróciła oczami.
 - To się przebierz. JA tego NIE WŁOŻĘ! - w końcu Nohemi się poddała i założyła szarą bluzkę, a Valencia została w swojej zielonej.
 Chciała zapomnieć, no i prawie jej się to udało, ale podczas wygłupów z Nohemi on nagle napisał. Nie mogła uwierzyć. Spytał się jak jej mijają sylwestra... Tak się zaczęło, potem rozmowa zaczęła schodzić na inne tematy, aż w końcu Vali otworzyła szeroko oczy. "Co?! Jak to? On... José...". On nadal coś do niej czuł. Za kilka minut północ. Poszły po szampana i na balkon. Zaczęła się fala fajerwerków.
 - Naprawdę? Ty też go kochasz? Znowu? - spytała Nohemi, uśmiechając się i popijając w międzyczasie.
 - Właśnie... chodzi o to, że tak naprawdę to nie przestałam.
 - Na serio?! Poważnie?! Jejku... kto wie... Może już znalazłaś swojego księcia z bajki? - uśmiechnęła się do mnie, a ja to odwzajemniłam. "Kto wie... Może...".
--
Krótkie, bo prolog. Rozdziały będą dłuższe. O wiele. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz